Dzień 26.03.2019 r. może stać się jedną z najważniejszych dat w historii Internetu. To właśnie wtedy Parlament Europejski przegłosował dyrektywę nazwaną potocznie przez internautów „ACTA 2”. Chociaż akt już od samego początku wzbudzał olbrzymie kontrowersje i był określany jako cenzura Internetu to decyzja Europosłów była zdecydowana – dyrektywa wchodzi w życie. Teraz każde państwo członkowskie Unii Europejskiej musi wprowadzić ją w życie. Czy YouTube będzie zablokowany? Czy grozi nam cenzura Internetu? Czy będziemy mogli ściągać pliki? I co tak naprawdę ACTA 2 zmienia?

Największe kontrowersje i dyskusje dotyczą dwóch konkretnych fragmentów dyrektywy: jest to Artykuł 11 i Artykuł 17 (dawny 13).

Artykuł 11

Artykuł 11 w uproszczeniu często nazywany jest „podatkiem od linków”. W skrócie – w sieci istnieje wiele stron internetowych, które agregują źródła z innych miejsc. Założenie artykułu jest proste – jeśli któryś z agregatów treści przytacza na swoich łamach tytuł oraz początek artykułu (tzw. lead) z innej strony, ma za to zapłacić. Straty pieniężne uzasadniane są faktem, że internautom ponoć wystarczy zapoznanie się z opublikowaną skrótową treścią – w resztę artykułu klikają nieliczni. Mniej wejść na stronę to mniej jej wyświetleń (i reklam na niej zawartych), czyli mniej pieniędzy. Słuszność i zasadność tego rozwiązania jest dyskusyjna – przynajmniej w ten sposób przedstawiają to największe strony z informacjami. Skutki natomiast mogą okazać się bardzo poważne – możemy pożegnać się z Google News, usługą, z której każdego dnia, w większości nieświadomie, korzystają dziesiątki milionów internautów. Jak ona działa? 

Google news

Po wpisaniu jakiegokolwiek hasła w wyszukiwarce Google czasem nawet przed linkami wyświetlają nam się linki do różnych stron z informacjami i ostatnimi wiadomościami na dany temat. Usługa ta jest zupełnie darmowa, a i Google nic na niej nie zarabia. Mało tego – w pewien pomaga to nawet w zdobywaniu czytelników przez mniejsze strony, na które w innym wypadku moglibyśmy nawet nie trafić. Czy Google zechce dopłacać do darmowej usługi? Można mieć wątpliwości.

Przykład z życia

W grudniu 2014 przepis podobny do artykułu 11 został wprowadzony lokalnie w Hiszpanii co zaowocowało zamknięciem Google News całkowicie dla tego kraju. Czy to samo spotka Europę? Jest to bardzo możliwe i już wkrótce może się okazać, że zamiast wygodnie przeszukiwać informacje na dany temat w agregatorze news’ów (nie tylko Google News, ale jakimkolwiek innym) będziemy wchodzić na kilka największych portali, gdyż tych mniejszych nawet nie znajdziemy. Nie mówiąc już o blogach, których położenie byłoby równie trudne.

Artykuł 17 (dawny 13)

[lgc_column grid=”50″ tablet_grid=”50″ mobile_grid=”100″ last=”false”]

Artykuł 17 idzie jeszcze o krok dalej. Przerzuca on bowiem odpowiedzialność z użytkownika, za treści umieszczane przez niego na jakiejś stronie, na jej właściciela. Wprowadza to obowiązek filtrowania treści zamieszczanych na wszystkich stronach internetowych pod groźbą sankcji z tytułu naruszenia prawa autorskiego przez wydawcę danej witryny. Już teraz pojawiają się obawy

[/lgc_column]

[lgc_column grid=”50″ tablet_grid=”50″ mobile_grid=”100″ last=”true”]

[/lgc_column]

stosowania przez strony prewencyjnej cenzury w imię zasady „lepiej dmuchać na zimne”. Samo zastosowanie takiego rozwiązania może też być trudne: w przypadku niektórych dużych stron liczba publikowanych dziennie na nich treści liczona jest w setkach tysięcy. Niemożliwym jest, aby treści te weryfikowane były ręcznie. Muszą zostać stworzone specjalne algorytmy, które będą ”wyłapywać” możliwości naruszenia praw autorskich. Koszt takich rozwiązań może być zbyt duży dla niektórych stron. Nietrudno też przewidzieć jaka sytuacja spotka witryny, na których użytkownicy dzielą się ze sobą nawzajem plikami, niekoniecznie należącymi do nich. Te europejskie znikną z sieci (ewentualnie „znajdą się” za granicą kontynentu), natomiast pozostałe zostaną zablokowane dla całej Europy.

Co prawda algorytm wykrywający treści chronione prawem autorskim funkcjonuje już od dłuższego czasu na YouTube, jednak po wejściu w życie dyrektywy będzie musiał być jeszcze bardziej restrykcyjny.

Cenzura Internetu czy jednak tylko panika?

Parlament Europejski natomiast uspokaja, że parodie, pastisze, gify i memy będą bezpieczne. Biorąc pod uwagę fakt, że algorytm będzie musiał rozpoznać co jest faktycznym naruszeniem prawa, a co tylko memem, lub co jest filmem fabularnym wrzuconym na YouTube, a co tylko jego omówieniem z użyciem fragmentu, można mieć pewne obawy.

Cały ten przepis stworzony jest w celu ochrony własności twórców i artystów. Jednak niekiedy może się okazać, że odsłuchując kilka utworów nowo znalezionego artysty okaże się on naszym ulubionym i kupimy jego najnowszą płytę. Bywają ten przypadki odwrotne – „skoro coś jest w Internecie to po co kupić”? W teorii więc przepis ten może być pomocny i chronić dobro autorów. Z drugiej strony pozostawia pole do nadużyć i stąd wynikają wszelkie obawy. Jak będzie rzeczywiście? Czy Google News zniknie z Polski? Czy Unia Europejska zablokuje memy? Pokaże czas. I miejmy nadzieję, że nic złego nie stanie – Internet to jeden z najważniejszych wynalazków ludzkości i życie bez niego byłoby już praktycznie niemożliwe.